Jeszcze nie wiem, w którą stronę rozwinie się mój blog. Jedno jest pewne – dotyczy biżuterii, jej materialnego bytu, sposobów podejścia do materiału i znajomości rzeczy. Zobaczymy czy 30 lat pracy daje się przekazać w formie krótkich postów. Kto wie...?

Warszawa, 20 marca 2008
___________________________________________________________________________________

sobota, 12 kwietnia 2008

Obrączka... Część druga.

Przygotowaną w poprzednim odcinku i złożoną obrączkę, posmarowawszy dowolną lutówką, lutujesz w zwykły sposób podając niezbyt dużo lutu (z ręki lub w pelkach).





Po jego rozpłynięciu się w szczelinie przegrzewasz „od wewnątrz”, aż zobaczysz błysk płynącego spoiwa. To gwarancja, ze lut wpłynął wszędzie i obrączka nie pęknie przy naprężaniu do idealnego kształtu. W płomieniu można DELIKATNIE dociskać boki szczeliny (obrączki) długą pęsetą. Ale uwaga! Metal rozgrzany do czerwoności jest bardzo kruchy. Jeżeli ściśniesz za mocno wszystko rozleci się na postrzępione kawałki niebezpiecznie rozpryskujęc się wokół...!





Teraz wytraw w kwasku cytrynowym lub ałunie i sprawdź pod lupą, czy wszystko dobrze popłynęło. Poprawki raczej niewskazane. Lepiej przeciąć jeszcze raz cienkim brzeszczotem i zlutować ponownie.





Jeżeli jest OK, opiłuj delikatnie drobnym pilnikiem ewentualne nadmiary lutu z zewnątrz i wewnątrz.



Następnie nałóż na rygiel dla nadania okrągłego kształtu. Można opukać obrączkę teflonowym młotkiem lub naciągnąć na stożek dostukując z boku (ślizgając się jakby po ryglu bokiem młotka).



Ponieważ obrączka ma tendencję do wywijania się brzegami na zewnątrz, wciśnij na prasie lub wbij delikatnie ciężkim młotkiem w odpowiedni dołek anki, tak, by uformować prawidłowy okrąg i płaski profil przekroju.





Nie rozciągaj i nie zbijaj za dużo. Sprawdź jaki ma numer i dokładnie zapisz w swoim tajnym notesie. To Twój pierwszy wpis, a najlepiej wychodzi w tabeli. To będzie obrączka z paska długości 60 mm o profilu „x” i rozmiarze „y”. Jej waga ze srebra 925 to „z” gramów. No i to tyle. Z każdą kolejną pracą, Twoje archiwum będzie bogatsze…

Teraz sprawdź rozmiar. Jeżeli znacznie odbiega od projektowanego, zwiń jeszcze raz z dłuższego lub krótszego paska (to też zapisz!), bo rozciągać lub ściskać owszem można, ale bardzo zmieniasz wtedy założony kształt przekroju, a do tego spoina też ma swoją wytrzymałość i w końcu pęknie.



Często świadomie robimy 1 lub 2 rozmiary mniejsze, by dociągnąć mechanicznie wielkość po lutowaniu. Daje to odpowiednią twardość wyrobu i pozwala precyzyjnie wpasować się w wymiar.

Dobra rada
Pamiętaj o tym, że wnętrze obrączki też trzeba wykończyć, a krawędzie dokładnie stępić. Jeżeli ma być polerowane, weź poprawkę na szlifowanie papierem ściernym na wałeczku. Potem dopiero baranek z pastą polerską. Wklęsłe powierzchnie są znacznie trudniejsze do wykończenia niż płaskie czy wypukłe. Stąd zapas wielkości czasem do ½ rozmiaru na minus.





Pamiętaj też, że zwijanie powoduje odkształcenie każdego profilu krawędzią na zewnątrz. Stąd z płaskiej blachy otrzymasz obrączkę o lekko łódkowatym przekroju a z wypukłego paska – płaską po wierzchu i wypukłą wewnątrz. To efekt nierównomiernego rozkładu sił zginających w różnych miejscach profilu.



Bierz to pod uwagę i staraj się wykorzystać, tak by nie musieć bez potrzeby piłować nadmiarów. Co do wykończenia powierzchni, to dłuższa sprawa i o tym w kolejnych odcinkach… Na razie kończymy na szlifowaniu wnętrza, boków i powierzchni papierami średniej grubości pamiętając o porządnym stępieniu wewnętrznej krawędzi.







Jeszcze tylko ostateczny rozmiar (widać, że jest nieco większa) i sprawdzenie wagi.





Otrzymaliśmy obrączkę o następujących parametrach:

• Profil prostokątny 8 x 1,5 mm
• Długość płaskownika 60 mm
• Rozmiar 15
• Waga po oszlifowaniu ~5,6 grama
• Materiał – mosiądz



Po obliczeniu objętości obrączki, np. na wadze hydrostatycznej możemy na jej podstawie przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem ciężar takich samych obrączek wykonanych ze srebra, białego czy żółtego złota i platyny.

Na koniec uwaga: całą tą pracę można ominąć wycinając obrączkę z grubej wlewki, rzeźbiąc w wosku i odlewając, rozkuwając i klepiąc kawałek metalu z dziurką, odcinając kawałek grubej rury czy po prostu kupując gotowy półfabrykat. Możesz wybierać. Decyzja należy do Ciebie… :) No i jak zawsze, pamiętaj o rękawiczkach, masce, okularach i dobrym oświetleniu!

W kolejnym poście o wykańczaniu powierzchni... Albo i o czymś jeszcze innym...

Pozdrawiam ...

niedziela, 6 kwietnia 2008


Robimy obrączkę, część pierwsza.

Dzisiaj o prostej, acz tylko z pozoru sprawie, czyli zwinięciu zamkniętej obrączki. Wydawać by się mogło, że wystarczy pasek metalu, cęgi piłka i jakikolwiek pilnik, by sprawę załatwić w kilku ruchach. To prawda. Z grubsza. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a jest on tym bardziej widoczny, im droższy materiał, a czasu mniej.

Pierwsza sprawa, którą musisz rozważyć, to kształt przekroju obrączki. Może być płaskim zwitkiem niespecjalnie grubej blachy (do 1 – 1,2 mm), płaskownikiem odciętym od grubej blachy lub zwalcowanym z drutu, owalem, kołem (po prostu drut) lub czworobokiem (prostokątem lub kwadratem). Wszystko zależy od wzoru jaki wymyślasz, ilości dostępnego materiału i co też jest ważne, życzenia lub preferencji osoby, która Twoje dzieło ma zamiar nosić, czyli potocznie tzw. odbiorcy…

Jak widzisz, pomijam tu wszelkie kształty fantazyjne, puste przekroje, plecionki, ażury itp., bo ich zwijanie i dalsza obróbka wykracza już poza temat tego rozdziału.

Druga kwestia, to rozmiar obrączki, czyli de facto długość paska metalu, który zwijamy. Całkiem przyjemnie jest wcześniej wiedzieć jak ma być długi, przykroić od razu jak trzeba, zwinąć i dostać dokładnie taki numer, jaki jest nam potrzebny. Z własnego doświadczenia wiem, że obmiary z rygla miarowego czy tabele książkowe zwykle nie trafiają zbyt dokładnie i podstawowym źródłem wiedzy jest własne doświadczenie i zapiski!

Dobra rada
Zawsze zapisuj, jak długi przycinasz kawałek jakiegoś profilu i co z niego się na koniec zwija. Dopisz też wagę obrączki z danego materiału, w takim kształcie, wielkości i rozmiarze. Po latach Twój notes, będzie to bardzo cenna baza danych, jakiej nie znajdziesz nawet w sieci…

Masz więc już w ręku kawałek drutu czy blachy, która zamieni się w czarodziejski sposób w istotny kulturowo i sentymentalnie symbol wspólnoty międzyludzkiej.


Zaczynasz od zmiękczenia materiału, czyli wyżarzenia, oczywistego przy srebrze, czy stopach miedzi, a już nie tak bardzo przy złocie, które niekiedy uporczywie pozostaje twarde, a czasem jest tak miękkie, że lepiej nie żarzyć go ponad miarę (zależy od stopu i próby oczywiście).




Kolejny krok to zaznaczenie długości odcinka, który będzie zwiniętą obrączką. Załóżmy, że jest to 60 mm. Robimy to ZANIM zwiniemy pasek metalu, bo jak powszechnie wiadomo, łatwiej odmierzać po prostym, niż po krzywym. Tabele i stożek mogą tu pomóc, podpowiadając jaką długość dla potrzebnego wymiaru możesz przyjąć szacunkowo. Tak, czy tak, zweryfikuje to życie…



Dobra rada
Nie zaznaczaj początku wymiaru na samej krawędzi prostego jeszcze paska. Często, gdy jest to zwalcowany wlewek metalu, na końcu, który „wystawał” z wlewaka są różne błędy struktury, pęcherze, inkluzje topników i pęknięcia. Do tego znacznie lepiej i łatwiej zwijać materiał o kilka milimetrów od końca, niż startując od brzegu. Zginanie od samej krawędzi paska deformuje kształt, zapewnia rozliczne ślady i uszkodzenia powierzchni. Robisz tak właściwie tylko z konieczności, gdy ogranicza Cię ilość materiału, którym dysponujesz.

To również moment, w którym nabijasz swoje cechy, jeżeli mają być wewnątrz obrączki. Pamiętaj, że musisz wiedzieć, czy nie będzie potrzebne miejsce na grawerowanie!


Do zwijania używaj narzędzi nie powodujących uszkodzenia powierzchni metalu! Skaleczyć ją łatwo, a potem bez wątpienia będzie trzeba coś z tymi śladami zrobić. Może być to zwijanie za pomocą cęgów z podkładkami ze skóry (trudne, wyślizguje się i możliwe tylko przy materiale o niewielkiej grubości, do około 1,5 mm). Niekiedy można spotkać specjalne teflonem zbrojone szyncengi. W ogóle, jeżeli już cęgi, to właśnie odpowiednio profilowane.


Ja osobiście, prawie zawsze zwijam na ryglu zaczynając od zaznaczonych miejsc późniejszego cięcia, pobijając lekko młotkiem z tworzywa sztucznego czy teflonu.


Po zwinięciu w miejscach cięcia, na średnicy rygla mniej więcej odpowiadającej średnicy przyszłej obrączki i otrzymaniu czegoś na kształt wydłużonego C, odcinam w miejscach zaznaczeń. Uważaj! Ten kształt ma tendencje do wyślizgiwania się z palców - łatwo złamać brzeszczot ze wszystkimi nieprzyjemnymi tego konsekwencjami.




Teraz pora na opiłowanie przekrojów. Zrób to dokładnie i powoli, ostrym pilnikiem dobrze ustalając kąty! Uważaj na tendencję do „łódkowania” linii krawędzi – wtedy obie strony zetkną się w części środkowej szerokości obrączki pozostawiając coraz większe szpary po bokach.



Dobra rada
Im lepiej spasujesz łączenie, tym mniej lutu potrzeba na spojenie poszczególnych części. W konsekwencji ślad jest prawie niewidoczny, a spoina znacznie wytrzymalsza. Lut ma prawie zawsze nieco inny kolor niż metal wyrobu, a często sprawia dodatkowe niespodzianki, np. nie dając się poczernić „oxydą”. W tym celuje znany i całkiem niezły LS 70.

Litera C klepana młotkiem z teflonu zwija się już sama. Przy precyzyjnych uderzeniach będziesz w stanie zwinąć szynę w całkiem niezłe kółko.


Ponieważ końcówki już wcześniej były podgięte na ryglu, cała obrączka złożyć się powinna niemal na styk, zostawiając tylko niewielką szczelinę wynikającą z niedokładności przypiłowania lub ze sprężystości metalu (zginamy, więc szybko wzrasta twardość i sprężystość właśnie).
Można tę szczelinę zlikwidować „dostukując” lekko obie strony przerwy (niestety deformuje to nieco kółko w stronę jaja) lub wtłaczając trochę w ankę czy inny odpowiedni profil.


Jeżeli nadal nie pasuje, ostatecznością jest „przepiłowanie” niespojonej, a ściśniętej szczeliny brzeszczotem. Nawet jeżeli jest trochę nierówno, to nierówności jednej strony odpowiadają nierównościom drugiej i wszystko gra…


O dalszej pracy w następnym odcinku…

Pozdrawiam... T.