Jeszcze nie wiem, w którą stronę rozwinie się mój blog. Jedno jest pewne – dotyczy biżuterii, jej materialnego bytu, sposobów podejścia do materiału i znajomości rzeczy. Zobaczymy czy 30 lat pracy daje się przekazać w formie krótkich postów. Kto wie...?
Warszawa, 20 marca 2008
___________________________________________________________________________________
niedziela, 11 listopada 2012
Narodowe Święto...
Jak sanacja, to sanacja... Dobra data po przerwie - 11 listopada.
Skoro więc dobra data, to coś do bycia pod nią...:)
Dla tych, co delektują i doceniają flaszka trunku.
Więcej spinek w Galerii Tiferet: www.tiferet.pl
sobota, 14 kwietnia 2012
SANACJA... :)
Pora się przebudzić... Postanowiłem wrócić do swoich postów. Ciekawe jak silne to postanowienie. Zobaczymy.
Tymczasem pozdrawiam... T.
Tymczasem pozdrawiam... T.
sobota, 12 kwietnia 2008
Obrączka... Część druga.
Przygotowaną w poprzednim odcinku i złożoną obrączkę, posmarowawszy dowolną lutówką, lutujesz w zwykły sposób podając niezbyt dużo lutu (z ręki lub w pelkach).


Po jego rozpłynięciu się w szczelinie przegrzewasz „od wewnątrz”, aż zobaczysz błysk płynącego spoiwa. To gwarancja, ze lut wpłynął wszędzie i obrączka nie pęknie przy naprężaniu do idealnego kształtu. W płomieniu można DELIKATNIE dociskać boki szczeliny (obrączki) długą pęsetą. Ale uwaga! Metal rozgrzany do czerwoności jest bardzo kruchy. Jeżeli ściśniesz za mocno wszystko rozleci się na postrzępione kawałki niebezpiecznie rozpryskujęc się wokół...!


Teraz wytraw w kwasku cytrynowym lub ałunie i sprawdź pod lupą, czy wszystko dobrze popłynęło. Poprawki raczej niewskazane. Lepiej przeciąć jeszcze raz cienkim brzeszczotem i zlutować ponownie.


Jeżeli jest OK, opiłuj delikatnie drobnym pilnikiem ewentualne nadmiary lutu z zewnątrz i wewnątrz.

Następnie nałóż na rygiel dla nadania okrągłego kształtu. Można opukać obrączkę teflonowym młotkiem lub naciągnąć na stożek dostukując z boku (ślizgając się jakby po ryglu bokiem młotka).

Ponieważ obrączka ma tendencję do wywijania się brzegami na zewnątrz, wciśnij na prasie lub wbij delikatnie ciężkim młotkiem w odpowiedni dołek anki, tak, by uformować prawidłowy okrąg i płaski profil przekroju.


Nie rozciągaj i nie zbijaj za dużo. Sprawdź jaki ma numer i dokładnie zapisz w swoim tajnym notesie. To Twój pierwszy wpis, a najlepiej wychodzi w tabeli. To będzie obrączka z paska długości 60 mm o profilu „x” i rozmiarze „y”. Jej waga ze srebra 925 to „z” gramów. No i to tyle. Z każdą kolejną pracą, Twoje archiwum będzie bogatsze…
Teraz sprawdź rozmiar. Jeżeli znacznie odbiega od projektowanego, zwiń jeszcze raz z dłuższego lub krótszego paska (to też zapisz!), bo rozciągać lub ściskać owszem można, ale bardzo zmieniasz wtedy założony kształt przekroju, a do tego spoina też ma swoją wytrzymałość i w końcu pęknie.

Często świadomie robimy 1 lub 2 rozmiary mniejsze, by dociągnąć mechanicznie wielkość po lutowaniu. Daje to odpowiednią twardość wyrobu i pozwala precyzyjnie wpasować się w wymiar.
Dobra rada


Pamiętaj też, że zwijanie powoduje odkształcenie każdego profilu krawędzią na zewnątrz. Stąd z płaskiej blachy otrzymasz obrączkę o lekko łódkowatym przekroju a z wypukłego paska – płaską po wierzchu i wypukłą wewnątrz. To efekt nierównomiernego rozkładu sił zginających w różnych miejscach profilu.

Bierz to pod uwagę i staraj się wykorzystać, tak by nie musieć bez potrzeby piłować nadmiarów. Co do wykończenia powierzchni, to dłuższa sprawa i o tym w kolejnych odcinkach… Na razie kończymy na szlifowaniu wnętrza, boków i powierzchni papierami średniej grubości pamiętając o porządnym stępieniu wewnętrznej krawędzi.



Jeszcze tylko ostateczny rozmiar (widać, że jest nieco większa) i sprawdzenie wagi.


Otrzymaliśmy obrączkę o następujących parametrach:
• Profil prostokątny 8 x 1,5 mm
• Długość płaskownika 60 mm
• Rozmiar 15
• Waga po oszlifowaniu ~5,6 grama
• Materiał – mosiądz

Po obliczeniu objętości obrączki, np. na wadze hydrostatycznej możemy na jej podstawie przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem ciężar takich samych obrączek wykonanych ze srebra, białego czy żółtego złota i platyny.
Na koniec uwaga: całą tą pracę można ominąć wycinając obrączkę z grubej wlewki, rzeźbiąc w wosku i odlewając, rozkuwając i klepiąc kawałek metalu z dziurką, odcinając kawałek grubej rury czy po prostu kupując gotowy półfabrykat. Możesz wybierać. Decyzja należy do Ciebie… :) No i jak zawsze, pamiętaj o rękawiczkach, masce, okularach i dobrym oświetleniu!
W kolejnym poście o wykańczaniu powierzchni... Albo i o czymś jeszcze innym...
Pozdrawiam ...


Po jego rozpłynięciu się w szczelinie przegrzewasz „od wewnątrz”, aż zobaczysz błysk płynącego spoiwa. To gwarancja, ze lut wpłynął wszędzie i obrączka nie pęknie przy naprężaniu do idealnego kształtu. W płomieniu można DELIKATNIE dociskać boki szczeliny (obrączki) długą pęsetą. Ale uwaga! Metal rozgrzany do czerwoności jest bardzo kruchy. Jeżeli ściśniesz za mocno wszystko rozleci się na postrzępione kawałki niebezpiecznie rozpryskujęc się wokół...!


Teraz wytraw w kwasku cytrynowym lub ałunie i sprawdź pod lupą, czy wszystko dobrze popłynęło. Poprawki raczej niewskazane. Lepiej przeciąć jeszcze raz cienkim brzeszczotem i zlutować ponownie.


Jeżeli jest OK, opiłuj delikatnie drobnym pilnikiem ewentualne nadmiary lutu z zewnątrz i wewnątrz.

Następnie nałóż na rygiel dla nadania okrągłego kształtu. Można opukać obrączkę teflonowym młotkiem lub naciągnąć na stożek dostukując z boku (ślizgając się jakby po ryglu bokiem młotka).

Ponieważ obrączka ma tendencję do wywijania się brzegami na zewnątrz, wciśnij na prasie lub wbij delikatnie ciężkim młotkiem w odpowiedni dołek anki, tak, by uformować prawidłowy okrąg i płaski profil przekroju.


Nie rozciągaj i nie zbijaj za dużo. Sprawdź jaki ma numer i dokładnie zapisz w swoim tajnym notesie. To Twój pierwszy wpis, a najlepiej wychodzi w tabeli. To będzie obrączka z paska długości 60 mm o profilu „x” i rozmiarze „y”. Jej waga ze srebra 925 to „z” gramów. No i to tyle. Z każdą kolejną pracą, Twoje archiwum będzie bogatsze…
Teraz sprawdź rozmiar. Jeżeli znacznie odbiega od projektowanego, zwiń jeszcze raz z dłuższego lub krótszego paska (to też zapisz!), bo rozciągać lub ściskać owszem można, ale bardzo zmieniasz wtedy założony kształt przekroju, a do tego spoina też ma swoją wytrzymałość i w końcu pęknie.

Często świadomie robimy 1 lub 2 rozmiary mniejsze, by dociągnąć mechanicznie wielkość po lutowaniu. Daje to odpowiednią twardość wyrobu i pozwala precyzyjnie wpasować się w wymiar.
Dobra rada
Pamiętaj o tym, że wnętrze obrączki też trzeba wykończyć, a krawędzie dokładnie stępić. Jeżeli ma być polerowane, weź poprawkę na szlifowanie papierem ściernym na wałeczku. Potem dopiero baranek z pastą polerską. Wklęsłe powierzchnie są znacznie trudniejsze do wykończenia niż płaskie czy wypukłe. Stąd zapas wielkości czasem do ½ rozmiaru na minus.


Pamiętaj też, że zwijanie powoduje odkształcenie każdego profilu krawędzią na zewnątrz. Stąd z płaskiej blachy otrzymasz obrączkę o lekko łódkowatym przekroju a z wypukłego paska – płaską po wierzchu i wypukłą wewnątrz. To efekt nierównomiernego rozkładu sił zginających w różnych miejscach profilu.

Bierz to pod uwagę i staraj się wykorzystać, tak by nie musieć bez potrzeby piłować nadmiarów. Co do wykończenia powierzchni, to dłuższa sprawa i o tym w kolejnych odcinkach… Na razie kończymy na szlifowaniu wnętrza, boków i powierzchni papierami średniej grubości pamiętając o porządnym stępieniu wewnętrznej krawędzi.



Jeszcze tylko ostateczny rozmiar (widać, że jest nieco większa) i sprawdzenie wagi.


Otrzymaliśmy obrączkę o następujących parametrach:
• Profil prostokątny 8 x 1,5 mm
• Długość płaskownika 60 mm
• Rozmiar 15
• Waga po oszlifowaniu ~5,6 grama
• Materiał – mosiądz

Po obliczeniu objętości obrączki, np. na wadze hydrostatycznej możemy na jej podstawie przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem ciężar takich samych obrączek wykonanych ze srebra, białego czy żółtego złota i platyny.
Na koniec uwaga: całą tą pracę można ominąć wycinając obrączkę z grubej wlewki, rzeźbiąc w wosku i odlewając, rozkuwając i klepiąc kawałek metalu z dziurką, odcinając kawałek grubej rury czy po prostu kupując gotowy półfabrykat. Możesz wybierać. Decyzja należy do Ciebie… :) No i jak zawsze, pamiętaj o rękawiczkach, masce, okularach i dobrym oświetleniu!
W kolejnym poście o wykańczaniu powierzchni... Albo i o czymś jeszcze innym...
Pozdrawiam ...
niedziela, 6 kwietnia 2008
Robimy obrączkę, część pierwsza.
Dzisiaj o prostej, acz tylko z pozoru sprawie, czyli zwinięciu zamkniętej obrączki. Wydawać by się mogło, że wystarczy pasek metalu, cęgi piłka i jakikolwiek pilnik, by sprawę załatwić w kilku ruchach. To prawda. Z grubsza. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach, a jest on tym bardziej widoczny, im droższy materiał, a czasu mniej.
Pierwsza sprawa, którą musisz rozważyć, to kształt przekroju obrączki. Może być płaskim zwitkiem niespecjalnie grubej blachy (do 1 – 1,2 mm), płaskownikiem odciętym od grubej blachy lub zwalcowanym z drutu, owalem, kołem (po prostu drut) lub czworobokiem (prostokątem lub kwadratem). Wszystko zależy od wzoru jaki wymyślasz, ilości dostępnego materiału i co też jest ważne, życzenia lub preferencji osoby, która Twoje dzieło ma zamiar nosić, czyli potocznie tzw. odbiorcy…
Jak widzisz, pomijam tu wszelkie kształty fantazyjne, puste przekroje, plecionki, ażury itp., bo ich zwijanie i dalsza obróbka wykracza już poza temat tego rozdziału.
Druga kwestia, to rozmiar obrączki, czyli de facto długość paska metalu, który zwijamy. Całkiem przyjemnie jest wcześniej wiedzieć jak ma być długi, przykroić od razu jak trzeba, zwinąć i dostać dokładnie taki numer, jaki jest nam potrzebny. Z własnego doświadczenia wiem, że obmiary z rygla miarowego czy tabele książkowe zwykle nie trafiają zbyt dokładnie i podstawowym źródłem wiedzy jest własne doświadczenie i zapiski!
Dobra rada
Masz więc już w ręku kawałek drutu czy blachy, która zamieni się w czarodziejski sposób w istotny kulturowo i sentymentalnie symbol wspólnoty międzyludzkiej.

Zaczynasz od zmiękczenia materiału, czyli wyżarzenia, oczywistego przy srebrze, czy stopach miedzi, a już nie tak bardzo przy złocie, które niekiedy uporczywie pozostaje twarde, a czasem jest tak miękkie, że lepiej nie żarzyć go ponad miarę (zależy od stopu i próby oczywiście).


Kolejny krok to zaznaczenie długości odcinka, który będzie zwiniętą obrączką. Załóżmy, że jest to 60 mm. Robimy to ZANIM zwiniemy pasek metalu, bo jak powszechnie wiadomo, łatwiej odmierzać po prostym, niż po krzywym. Tabele i stożek mogą tu pomóc, podpowiadając jaką długość dla potrzebnego wymiaru możesz przyjąć szacunkowo. Tak, czy tak, zweryfikuje to życie…

Dobra rada
To również moment, w którym nabijasz swoje cechy, jeżeli mają być wewnątrz obrączki. Pamiętaj, że musisz wiedzieć, czy nie będzie potrzebne miejsce na grawerowanie!

Do zwijania używaj narzędzi nie powodujących uszkodzenia powierzchni metalu! Skaleczyć ją łatwo, a potem bez wątpienia będzie trzeba coś z tymi śladami zrobić. Może być to zwijanie za pomocą cęgów z podkładkami ze skóry (trudne, wyślizguje się i możliwe tylko przy materiale o niewielkiej grubości, do około 1,5 mm). Niekiedy można spotkać specjalne teflonem zbrojone szyncengi. W ogóle, jeżeli już cęgi, to właśnie odpowiednio profilowane.

Ja osobiście, prawie zawsze zwijam na ryglu zaczynając od zaznaczonych miejsc późniejszego cięcia, pobijając lekko młotkiem z tworzywa sztucznego czy teflonu.

Po zwinięciu w miejscach cięcia, na średnicy rygla mniej więcej odpowiadającej średnicy przyszłej obrączki i otrzymaniu czegoś na kształt wydłużonego C, odcinam w miejscach zaznaczeń. Uważaj! Ten kształt ma tendencje do wyślizgiwania się z palców - łatwo złamać brzeszczot ze wszystkimi nieprzyjemnymi tego konsekwencjami.


Teraz pora na opiłowanie przekrojów. Zrób to dokładnie i powoli, ostrym pilnikiem dobrze ustalając kąty! Uważaj na tendencję do „łódkowania” linii krawędzi – wtedy obie strony zetkną się w części środkowej szerokości obrączki pozostawiając coraz większe szpary po bokach.

Dobra rada
Litera C klepana młotkiem z teflonu zwija się już sama. Przy precyzyjnych uderzeniach będziesz w stanie zwinąć szynę w całkiem niezłe kółko.

Ponieważ końcówki już wcześniej były podgięte na ryglu, cała obrączka złożyć się powinna niemal na styk, zostawiając tylko niewielką szczelinę wynikającą z niedokładności przypiłowania lub ze sprężystości metalu (zginamy, więc szybko wzrasta twardość i sprężystość właśnie).
Można tę szczelinę zlikwidować „dostukując” lekko obie strony przerwy (niestety deformuje to nieco kółko w stronę jaja) lub wtłaczając trochę w ankę czy inny odpowiedni profil.

Jeżeli nadal nie pasuje, ostatecznością jest „przepiłowanie” niespojonej, a ściśniętej szczeliny brzeszczotem. Nawet jeżeli jest trochę nierówno, to nierówności jednej strony odpowiadają nierównościom drugiej i wszystko gra…

O dalszej pracy w następnym odcinku…
Pozdrawiam... T.
Pierwsza sprawa, którą musisz rozważyć, to kształt przekroju obrączki. Może być płaskim zwitkiem niespecjalnie grubej blachy (do 1 – 1,2 mm), płaskownikiem odciętym od grubej blachy lub zwalcowanym z drutu, owalem, kołem (po prostu drut) lub czworobokiem (prostokątem lub kwadratem). Wszystko zależy od wzoru jaki wymyślasz, ilości dostępnego materiału i co też jest ważne, życzenia lub preferencji osoby, która Twoje dzieło ma zamiar nosić, czyli potocznie tzw. odbiorcy…
Jak widzisz, pomijam tu wszelkie kształty fantazyjne, puste przekroje, plecionki, ażury itp., bo ich zwijanie i dalsza obróbka wykracza już poza temat tego rozdziału.
Druga kwestia, to rozmiar obrączki, czyli de facto długość paska metalu, który zwijamy. Całkiem przyjemnie jest wcześniej wiedzieć jak ma być długi, przykroić od razu jak trzeba, zwinąć i dostać dokładnie taki numer, jaki jest nam potrzebny. Z własnego doświadczenia wiem, że obmiary z rygla miarowego czy tabele książkowe zwykle nie trafiają zbyt dokładnie i podstawowym źródłem wiedzy jest własne doświadczenie i zapiski!
Dobra rada
Zawsze zapisuj, jak długi przycinasz kawałek jakiegoś profilu i co z niego się na koniec zwija. Dopisz też wagę obrączki z danego materiału, w takim kształcie, wielkości i rozmiarze. Po latach Twój notes, będzie to bardzo cenna baza danych, jakiej nie znajdziesz nawet w sieci…
Masz więc już w ręku kawałek drutu czy blachy, która zamieni się w czarodziejski sposób w istotny kulturowo i sentymentalnie symbol wspólnoty międzyludzkiej.

Zaczynasz od zmiękczenia materiału, czyli wyżarzenia, oczywistego przy srebrze, czy stopach miedzi, a już nie tak bardzo przy złocie, które niekiedy uporczywie pozostaje twarde, a czasem jest tak miękkie, że lepiej nie żarzyć go ponad miarę (zależy od stopu i próby oczywiście).


Kolejny krok to zaznaczenie długości odcinka, który będzie zwiniętą obrączką. Załóżmy, że jest to 60 mm. Robimy to ZANIM zwiniemy pasek metalu, bo jak powszechnie wiadomo, łatwiej odmierzać po prostym, niż po krzywym. Tabele i stożek mogą tu pomóc, podpowiadając jaką długość dla potrzebnego wymiaru możesz przyjąć szacunkowo. Tak, czy tak, zweryfikuje to życie…

Dobra rada
Nie zaznaczaj początku wymiaru na samej krawędzi prostego jeszcze paska. Często, gdy jest to zwalcowany wlewek metalu, na końcu, który „wystawał” z wlewaka są różne błędy struktury, pęcherze, inkluzje topników i pęknięcia. Do tego znacznie lepiej i łatwiej zwijać materiał o kilka milimetrów od końca, niż startując od brzegu. Zginanie od samej krawędzi paska deformuje kształt, zapewnia rozliczne ślady i uszkodzenia powierzchni. Robisz tak właściwie tylko z konieczności, gdy ogranicza Cię ilość materiału, którym dysponujesz.
To również moment, w którym nabijasz swoje cechy, jeżeli mają być wewnątrz obrączki. Pamiętaj, że musisz wiedzieć, czy nie będzie potrzebne miejsce na grawerowanie!

Do zwijania używaj narzędzi nie powodujących uszkodzenia powierzchni metalu! Skaleczyć ją łatwo, a potem bez wątpienia będzie trzeba coś z tymi śladami zrobić. Może być to zwijanie za pomocą cęgów z podkładkami ze skóry (trudne, wyślizguje się i możliwe tylko przy materiale o niewielkiej grubości, do około 1,5 mm). Niekiedy można spotkać specjalne teflonem zbrojone szyncengi. W ogóle, jeżeli już cęgi, to właśnie odpowiednio profilowane.

Ja osobiście, prawie zawsze zwijam na ryglu zaczynając od zaznaczonych miejsc późniejszego cięcia, pobijając lekko młotkiem z tworzywa sztucznego czy teflonu.

Po zwinięciu w miejscach cięcia, na średnicy rygla mniej więcej odpowiadającej średnicy przyszłej obrączki i otrzymaniu czegoś na kształt wydłużonego C, odcinam w miejscach zaznaczeń. Uważaj! Ten kształt ma tendencje do wyślizgiwania się z palców - łatwo złamać brzeszczot ze wszystkimi nieprzyjemnymi tego konsekwencjami.


Teraz pora na opiłowanie przekrojów. Zrób to dokładnie i powoli, ostrym pilnikiem dobrze ustalając kąty! Uważaj na tendencję do „łódkowania” linii krawędzi – wtedy obie strony zetkną się w części środkowej szerokości obrączki pozostawiając coraz większe szpary po bokach.

Dobra rada
Im lepiej spasujesz łączenie, tym mniej lutu potrzeba na spojenie poszczególnych części. W konsekwencji ślad jest prawie niewidoczny, a spoina znacznie wytrzymalsza. Lut ma prawie zawsze nieco inny kolor niż metal wyrobu, a często sprawia dodatkowe niespodzianki, np. nie dając się poczernić „oxydą”. W tym celuje znany i całkiem niezły LS 70.
Litera C klepana młotkiem z teflonu zwija się już sama. Przy precyzyjnych uderzeniach będziesz w stanie zwinąć szynę w całkiem niezłe kółko.

Ponieważ końcówki już wcześniej były podgięte na ryglu, cała obrączka złożyć się powinna niemal na styk, zostawiając tylko niewielką szczelinę wynikającą z niedokładności przypiłowania lub ze sprężystości metalu (zginamy, więc szybko wzrasta twardość i sprężystość właśnie).
Można tę szczelinę zlikwidować „dostukując” lekko obie strony przerwy (niestety deformuje to nieco kółko w stronę jaja) lub wtłaczając trochę w ankę czy inny odpowiedni profil.

Jeżeli nadal nie pasuje, ostatecznością jest „przepiłowanie” niespojonej, a ściśniętej szczeliny brzeszczotem. Nawet jeżeli jest trochę nierówno, to nierówności jednej strony odpowiadają nierównościom drugiej i wszystko gra…

O dalszej pracy w następnym odcinku…
Pozdrawiam... T.
czwartek, 27 marca 2008
Nuda, czy nie nuda...?
No to startujemy. Na początek trochę nudy, czyli kilka słów o tym, że robienie biżuterii już w chwilę po wymyśleniu naszego cacka nie zawsze jest takie przyjemne jak sie wydawało i często zetkniesz się z niebezpiecznymi maszynami, czy substancjami. Generalna zasada – unikać problemów, zamiast głowić się nad ich rozwiązaniem, o ile takowe w ogóle istnieje. O tym będę przypominał na każdym kroku. Jak rodzynkami, tekst moich postów faszerowany będzie ikonkami-przypominaczami:
Uwaga! Tego nie rób! Procesy i substancje niedostępne! Spotkasz ją na przykład przy wzmiankach o kwasach, gdyby kiedykolwiek przyszło Ci do głowy rozcieńczać je wlewając wodę… Albo lutować na cudem zdobytej od sąsiadki emerytki, przedpotopowej płytce azbestowej…
Ostrożnie! Niebezpieczeństwo. Zawsze gdy mówię o czynności niosącej za sobą pewne ryzyko urazów, zatruć czy uczuleń.
Gorące! Lutujemy, topimy, wygrzewamy… To zawsze dużo cieplej niż żelazko. Parzy nieustępliwie i niebezpiecznie… Jak nie jesteś pewna, bierz pęsetą. Właściwie zawsze bierz pęsetą przy palniku...
Uwaga! Urządzenia pod napięciem. Zawsze są ryzykiem, szczególnie w nie najlepszym stanie, źle podłączone lub w wilgotnym środowisku… Pamiętaj o dobrym uziemieniu!
Uwaga! Butle z gazem. Wymagają opieki i serwisu. Zawsze zakręcaj przed wyjściem. Pamiętaj, że propan-butan jest cięższy od powietrza i może przez długi czas zbierać się w najniższym miejscu pracowni. Z tlenem, to już wyższa szkoła jazdy. NIEBEZPIECZNE! Nie toleruje jakichkolwiek tłuszczy w połączeniach.
Uwaga! Wirujące elementy. Nawet nie podchodź, gdy masz długie włosy… Całkowity zakaz! Zwiąż je i załóż czapkę.
Zawsze zakładaj okulary! Oczy są niezwykle delikatne, a wyrwany z rąk kolczyk lecący po stycznej od tarczy polerskiej ma prędkość kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Pół biedy, gdy zginie, czy się zniszczy. Gorzej, gdy trafi Cię nie tam, gdzie powinien… O pyłach i pryskających roztworach już nawet nie wspominam…
Pracuj w rękawiczkach gumowych! Twoje ręce są najważniejszym narzędziem. Dbaj o nie, bo ani się obejrzysz, a nie tylko stracisz urodę gładkiej skóry, ale uczulisz się na wszystko co na co dzień masz w pracowni… No i przeprosiny z kremem do rąk…
Zakładaj maskę przeciwpyłową! Czy chcesz wiedzieć na co chorują górnicy po 20 latach pracy pod ziemią? Chyba nie. To nie jest czysta praca, więc nie gromadź drobin srebra, korundu i zwykłego kurzu w swoich płucach. A wierz mi, są jeszcze gorsze substancje… I postaraj się o wyciąg. Przy polerce i biaxie.
Trucizny! Całkowity zakaz wjazdu, choć może się zdarzyć, że zetkniesz się nawet przez przypadek. Do tego potrzebna jest duża wiedza, doświadczenie, infrastruktura no i specjalne procedury. Jeżeli naprawdę potrzebujesz procesów z ich udziałem, po prostu zleć je fachowcom. Choćby złocenie…
Niebezpieczeństwo wybuchu! Niestety, to się zdarza. Czytamy w gazetach, na przykład o gazie. Na pewno będziesz pracować z kilkoma co najmniej substancjami, które mają na swoim koncie wiele złego, z gazem, benzyną, acetonem, eterem, tlenem. Trzymaj je w ryzach, inaczej pokażą na co je stać…
Uwaga! Łatwopalne. Pożar to największe zagrożenie dla Ciebie i Twojej pracowni. Jest o niego bardzo łatwo. Dlatego utrzymuj porządek, sprawdzaj butle z gazem, zdmuchuj palniki przed wyjściem, wyłączaj prąd. Nigdy za dużo uwagi dla tych spraw… I pamiętaj!
KONIECZNIE MUSISZ MIEĆ W PRACOWNI DUŻĄ GAŚNICĘ Z AKTUALNYM ATESTEM!!!
Uwaga! Żrące. Przede wszystkim kwasy. Jeżeli nie musisz, nie używaj. Do trawienia (bejcowania) srebra w zupełności wystarczy kwasek cytrynowy. Ale i tak zawsze trzeba mieć pod ręką trochę wapna. Dla zobojętnienia rozlanego kwasu.
Uwaga! Silny utleniacz. Niektóre technologie wymagają związków chemicznych, które palą bez ognia. Używane czasem do odtłuszczania, czasem do trawienia, choć często nie są kwasami. Postępuj ostrożnie, noś okulary i rękawice, a pod naczynia podkładaj szczelne kuwety.
Substancje drażniące. Właściwie wszystkie, od tlenku chromu w zielonej paście polerskiej, po kwas azotowy w cieczy probierczej do złota.
Apteczka i pomoc medyczna. Zawsze miej w pracowni typowy zestaw leków i środków opatrunkowych. Do tego telefon do lekarza i straży pożarnej. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać.
No, to tyle na początek. Dużo ważniejsze, niż wydaje się na starcie. W końcu mamy kształtować materię, a nie z nią walczyć…
T.
Uwaga! Tego nie rób! Procesy i substancje niedostępne! Spotkasz ją na przykład przy wzmiankach o kwasach, gdyby kiedykolwiek przyszło Ci do głowy rozcieńczać je wlewając wodę… Albo lutować na cudem zdobytej od sąsiadki emerytki, przedpotopowej płytce azbestowej…
Ostrożnie! Niebezpieczeństwo. Zawsze gdy mówię o czynności niosącej za sobą pewne ryzyko urazów, zatruć czy uczuleń.
Gorące! Lutujemy, topimy, wygrzewamy… To zawsze dużo cieplej niż żelazko. Parzy nieustępliwie i niebezpiecznie… Jak nie jesteś pewna, bierz pęsetą. Właściwie zawsze bierz pęsetą przy palniku...
Uwaga! Urządzenia pod napięciem. Zawsze są ryzykiem, szczególnie w nie najlepszym stanie, źle podłączone lub w wilgotnym środowisku… Pamiętaj o dobrym uziemieniu!
Uwaga! Butle z gazem. Wymagają opieki i serwisu. Zawsze zakręcaj przed wyjściem. Pamiętaj, że propan-butan jest cięższy od powietrza i może przez długi czas zbierać się w najniższym miejscu pracowni. Z tlenem, to już wyższa szkoła jazdy. NIEBEZPIECZNE! Nie toleruje jakichkolwiek tłuszczy w połączeniach.
Uwaga! Wirujące elementy. Nawet nie podchodź, gdy masz długie włosy… Całkowity zakaz! Zwiąż je i załóż czapkę.
Zawsze zakładaj okulary! Oczy są niezwykle delikatne, a wyrwany z rąk kolczyk lecący po stycznej od tarczy polerskiej ma prędkość kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Pół biedy, gdy zginie, czy się zniszczy. Gorzej, gdy trafi Cię nie tam, gdzie powinien… O pyłach i pryskających roztworach już nawet nie wspominam…
Pracuj w rękawiczkach gumowych! Twoje ręce są najważniejszym narzędziem. Dbaj o nie, bo ani się obejrzysz, a nie tylko stracisz urodę gładkiej skóry, ale uczulisz się na wszystko co na co dzień masz w pracowni… No i przeprosiny z kremem do rąk…
Zakładaj maskę przeciwpyłową! Czy chcesz wiedzieć na co chorują górnicy po 20 latach pracy pod ziemią? Chyba nie. To nie jest czysta praca, więc nie gromadź drobin srebra, korundu i zwykłego kurzu w swoich płucach. A wierz mi, są jeszcze gorsze substancje… I postaraj się o wyciąg. Przy polerce i biaxie.
Trucizny! Całkowity zakaz wjazdu, choć może się zdarzyć, że zetkniesz się nawet przez przypadek. Do tego potrzebna jest duża wiedza, doświadczenie, infrastruktura no i specjalne procedury. Jeżeli naprawdę potrzebujesz procesów z ich udziałem, po prostu zleć je fachowcom. Choćby złocenie…
Niebezpieczeństwo wybuchu! Niestety, to się zdarza. Czytamy w gazetach, na przykład o gazie. Na pewno będziesz pracować z kilkoma co najmniej substancjami, które mają na swoim koncie wiele złego, z gazem, benzyną, acetonem, eterem, tlenem. Trzymaj je w ryzach, inaczej pokażą na co je stać…
Uwaga! Łatwopalne. Pożar to największe zagrożenie dla Ciebie i Twojej pracowni. Jest o niego bardzo łatwo. Dlatego utrzymuj porządek, sprawdzaj butle z gazem, zdmuchuj palniki przed wyjściem, wyłączaj prąd. Nigdy za dużo uwagi dla tych spraw… I pamiętaj!KONIECZNIE MUSISZ MIEĆ W PRACOWNI DUŻĄ GAŚNICĘ Z AKTUALNYM ATESTEM!!!
Uwaga! Żrące. Przede wszystkim kwasy. Jeżeli nie musisz, nie używaj. Do trawienia (bejcowania) srebra w zupełności wystarczy kwasek cytrynowy. Ale i tak zawsze trzeba mieć pod ręką trochę wapna. Dla zobojętnienia rozlanego kwasu.
Uwaga! Silny utleniacz. Niektóre technologie wymagają związków chemicznych, które palą bez ognia. Używane czasem do odtłuszczania, czasem do trawienia, choć często nie są kwasami. Postępuj ostrożnie, noś okulary i rękawice, a pod naczynia podkładaj szczelne kuwety.
Substancje drażniące. Właściwie wszystkie, od tlenku chromu w zielonej paście polerskiej, po kwas azotowy w cieczy probierczej do złota.
Apteczka i pomoc medyczna. Zawsze miej w pracowni typowy zestaw leków i środków opatrunkowych. Do tego telefon do lekarza i straży pożarnej. Nigdy nie wiadomo, kiedy może się przydać.No, to tyle na początek. Dużo ważniejsze, niż wydaje się na starcie. W końcu mamy kształtować materię, a nie z nią walczyć…
T.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


