Pierwsza sprawa, którą musisz rozważyć, to kształt przekroju obrączki. Może być płaskim zwitkiem niespecjalnie grubej blachy (do 1 – 1,2 mm), płaskownikiem odciętym od grubej blachy lub zwalcowanym z drutu, owalem, kołem (po prostu drut) lub czworobokiem (prostokątem lub kwadratem). Wszystko zależy od wzoru jaki wymyślasz, ilości dostępnego materiału i co też jest ważne, życzenia lub preferencji osoby, która Twoje dzieło ma zamiar nosić, czyli potocznie tzw. odbiorcy…
Jak widzisz, pomijam tu wszelkie kształty fantazyjne, puste przekroje, plecionki, ażury itp., bo ich zwijanie i dalsza obróbka wykracza już poza temat tego rozdziału.
Druga kwestia, to rozmiar obrączki, czyli de facto długość paska metalu, który zwijamy. Całkiem przyjemnie jest wcześniej wiedzieć jak ma być długi, przykroić od razu jak trzeba, zwinąć i dostać dokładnie taki numer, jaki jest nam potrzebny. Z własnego doświadczenia wiem, że obmiary z rygla miarowego czy tabele książkowe zwykle nie trafiają zbyt dokładnie i podstawowym źródłem wiedzy jest własne doświadczenie i zapiski!
Dobra rada
Zawsze zapisuj, jak długi przycinasz kawałek jakiegoś profilu i co z niego się na koniec zwija. Dopisz też wagę obrączki z danego materiału, w takim kształcie, wielkości i rozmiarze. Po latach Twój notes, będzie to bardzo cenna baza danych, jakiej nie znajdziesz nawet w sieci…
Masz więc już w ręku kawałek drutu czy blachy, która zamieni się w czarodziejski sposób w istotny kulturowo i sentymentalnie symbol wspólnoty międzyludzkiej.

Zaczynasz od zmiękczenia materiału, czyli wyżarzenia, oczywistego przy srebrze, czy stopach miedzi, a już nie tak bardzo przy złocie, które niekiedy uporczywie pozostaje twarde, a czasem jest tak miękkie, że lepiej nie żarzyć go ponad miarę (zależy od stopu i próby oczywiście).


Kolejny krok to zaznaczenie długości odcinka, który będzie zwiniętą obrączką. Załóżmy, że jest to 60 mm. Robimy to ZANIM zwiniemy pasek metalu, bo jak powszechnie wiadomo, łatwiej odmierzać po prostym, niż po krzywym. Tabele i stożek mogą tu pomóc, podpowiadając jaką długość dla potrzebnego wymiaru możesz przyjąć szacunkowo. Tak, czy tak, zweryfikuje to życie…

Dobra rada
Nie zaznaczaj początku wymiaru na samej krawędzi prostego jeszcze paska. Często, gdy jest to zwalcowany wlewek metalu, na końcu, który „wystawał” z wlewaka są różne błędy struktury, pęcherze, inkluzje topników i pęknięcia. Do tego znacznie lepiej i łatwiej zwijać materiał o kilka milimetrów od końca, niż startując od brzegu. Zginanie od samej krawędzi paska deformuje kształt, zapewnia rozliczne ślady i uszkodzenia powierzchni. Robisz tak właściwie tylko z konieczności, gdy ogranicza Cię ilość materiału, którym dysponujesz.
To również moment, w którym nabijasz swoje cechy, jeżeli mają być wewnątrz obrączki. Pamiętaj, że musisz wiedzieć, czy nie będzie potrzebne miejsce na grawerowanie!

Do zwijania używaj narzędzi nie powodujących uszkodzenia powierzchni metalu! Skaleczyć ją łatwo, a potem bez wątpienia będzie trzeba coś z tymi śladami zrobić. Może być to zwijanie za pomocą cęgów z podkładkami ze skóry (trudne, wyślizguje się i możliwe tylko przy materiale o niewielkiej grubości, do około 1,5 mm). Niekiedy można spotkać specjalne teflonem zbrojone szyncengi. W ogóle, jeżeli już cęgi, to właśnie odpowiednio profilowane.

Ja osobiście, prawie zawsze zwijam na ryglu zaczynając od zaznaczonych miejsc późniejszego cięcia, pobijając lekko młotkiem z tworzywa sztucznego czy teflonu.

Po zwinięciu w miejscach cięcia, na średnicy rygla mniej więcej odpowiadającej średnicy przyszłej obrączki i otrzymaniu czegoś na kształt wydłużonego C, odcinam w miejscach zaznaczeń. Uważaj! Ten kształt ma tendencje do wyślizgiwania się z palców - łatwo złamać brzeszczot ze wszystkimi nieprzyjemnymi tego konsekwencjami.


Teraz pora na opiłowanie przekrojów. Zrób to dokładnie i powoli, ostrym pilnikiem dobrze ustalając kąty! Uważaj na tendencję do „łódkowania” linii krawędzi – wtedy obie strony zetkną się w części środkowej szerokości obrączki pozostawiając coraz większe szpary po bokach.

Dobra rada
Im lepiej spasujesz łączenie, tym mniej lutu potrzeba na spojenie poszczególnych części. W konsekwencji ślad jest prawie niewidoczny, a spoina znacznie wytrzymalsza. Lut ma prawie zawsze nieco inny kolor niż metal wyrobu, a często sprawia dodatkowe niespodzianki, np. nie dając się poczernić „oxydą”. W tym celuje znany i całkiem niezły LS 70.
Litera C klepana młotkiem z teflonu zwija się już sama. Przy precyzyjnych uderzeniach będziesz w stanie zwinąć szynę w całkiem niezłe kółko.

Ponieważ końcówki już wcześniej były podgięte na ryglu, cała obrączka złożyć się powinna niemal na styk, zostawiając tylko niewielką szczelinę wynikającą z niedokładności przypiłowania lub ze sprężystości metalu (zginamy, więc szybko wzrasta twardość i sprężystość właśnie).
Można tę szczelinę zlikwidować „dostukując” lekko obie strony przerwy (niestety deformuje to nieco kółko w stronę jaja) lub wtłaczając trochę w ankę czy inny odpowiedni profil.

Jeżeli nadal nie pasuje, ostatecznością jest „przepiłowanie” niespojonej, a ściśniętej szczeliny brzeszczotem. Nawet jeżeli jest trochę nierówno, to nierówności jednej strony odpowiadają nierównościom drugiej i wszystko gra…

O dalszej pracy w następnym odcinku…
Pozdrawiam... T.
3 komentarze:
Bardzo mi sie ten nowocesny wzór upodobał , zrobiłam i nose... ale psyscypuje skórkę na palcu. Co Pan radzi Alchemiku ?
JW
Co radzę góralko...?
Poczekać na kolejne odcinki...:) Ta obrączka jeszcze nie jest skończona.
nie jest? a ja myślałam, że to taka interaktywna obrączka - mozna isc po ulicy i zahaczac nieznajomych :)))))
Prześlij komentarz